Prankster z Bronxu, humor Boga i list z Hogwartu

W poprzednim odcinku:

Światła, kamera, akcja!

Idę o zakład, że- gdy Bóg lepił mnie z gliny- musiał mieć wyjątkowo dobry humor. Oczami wyobraźni widzę zgiętego wpół ze śmiechu Stwórcę, który kolejne elementy składowe ciała przyczepia na chybił trafił. Bez pożądanego składu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek estetyce.

– Wybacz, synu, nie mogłem się powstrzymać. I byłbym zapomniał, w glinie było kilka papierzaków.

Dar niebios

Do rzeczy.. wiedz, że jestem utalentowanym Pranksterem.* W dodatku sławnym. Przynajmniej w kręgach najbliższej rodziny i przyjaciół.

* Dla niezorientowanych: Prankster- żartowniś. Pozostałą część rozwinięcia serwuję w końcowym akapicie. Spróbuj bezmyślnie przewinąć publikację, a obudzisz się roznegliżowany/-a w centrum miasta.

hogwart

Zanim zapoznasz się z kluczową częścią wpisu, skonsultuj się z prywatnymi zasobami poczucia humoru.


Żeby nieco rozluźnić atmosferę, opowiem anegdotkę. Historię, której byłem świadkiem w trakcie niedzielnej Mszy świętej.

Podczas 15- minutowych ogłoszeń parafialnych* proboszcz z ambony mówił o poprzednio zorganizowanej inicjatywie. Chyba nieudanej. Mówię z wątpliwością, ponieważ walczyłem wtedy z domykającą się mimowolnie powieką. Już miałem odpłynąć, gdy ściany poniosły echem:

– I po chuj to było?

W moment oprzytomniałem.

Ksiądz- rozczarowany niepowodzeniem- najwyraźniej źle wyliczył odległość od mikrofonu. Powiedział pod nosem na tyle głośno, by wszyscy słyszeli. Przynajmniej nie okazał się obłudny. To się ceni.
*Kwadrans wyjęty z życiorysu. /Proboszcz z mojej parafii sprawy formalne traktuje niezwykle serio. Jakby w każdej chwili spodziewał się wizytacji biskupa.


Kiler Czasu…

W ramach pacyfikacji nazistów… znaczy- czasu, postanowiłem wywinąć jakiś numer.

Żart zakładał rekrutację nowych adeptów do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Żeby nieco go uwiarygodnić wykonałem kilka drobnych czynności. Koperty wytarzałem w ptasim gnieździe, by przesiąknęły zapachem gołębnika*. Dodatkowo podrzucone listy uprzednio wymiętoliłem, by naprawdę sprawiały wrażenie dostarczonych przez ptaki.

Następnym razem do podobnego przedsięwzięcia zaangażuję Śnieżnobiałego Puchacza. Może przy odrobinie szczęścia załatwi się na głowie potencjalnej ofiary żartu. Wtedy upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu.

* Mam znajomego, który hobbystycznie zajmuje się hodowlą gołębi.

ruchacz

Zdaję sobie sprawę, że opisywanie żartu nie jest tym samym, co relacja LIVE. Mógłbym wprawdzie nagrać docelowe osoby i wstawić później film, ale szanuję ich prywatność. Szczególnie jeśli nie chcę wygrać w jednoosobowej loterii biletu na oddział intensywnej terapii. Wyznaję zasadę, że tyłki innych osób zostawiam w spokoju. To równocześnie apel do osób orientacji homoseksualnej.

Za cel pierwszego listu obrałem swojego brata- Kamila. Alternatywną wersję Jurija Boyki. Rzadko się zdarza, by coś zdołało go rozzłościć. Chyba że… (Wpisz cokolwiek.) Tym bardziej podjąłem słuszną decyzję, że nie wywlokę na światło dzienne choćby tego, jak zareagował. Mogę- co najwyżej zdradzić- że mój prank spotkał się z uznaniem.

Poniżej prezentuję namiastkę żartu.

kamil-1

Drugi list został zaadresowany do Huberta. Nietuzinkowej postaci, która nigdy nie odmawia. Tańca, różańca oraz wypitki. Twierdzi, że już w niemowlęctwie wolał przyjmować płyny z butelki, choć damskim sutkiem także nie wzgardzi. Chyba.

Tak czy inaczej, towarzystwo procentowego elfa potrafi bez skrupułów wygładzić zwoje mózgowe. Odkąd trwam w przymusowej abstynencji, czuję się pozbawiony czarodziejskiej mocy. Jak woźny Hogwartu- Argus Filch.

hubercik-2

Ciąg dalszy listu zawierał wspomniane w nim załączniki.

lista-zal

Mógłbym dorzucić jeszcze kilka rzeczy. Choćby Mapę Huncwotów. Zaprojektowaną w nieco inny sposób. Z przeznaczeniem dla związkowych zazdrośników, by mieli sposobność śledzić swoje połówki. Być może już nadgryzione lub zgniłe.

W ramach zakończenia:

Wedle zapowiedzi- dalsze wyjaśnienia.

Wcale nie jestem utalentowany. I nie uważam się za pępek świata. Raczej za ślepą kiszką, ew. wrośnięty paznokieć, który trzeba wyrwać. Za wschodzącą gwiazdę blogosfery też nie. Co najwyżej- za pisarskiego impotenta, który z określonych powodów nie może wesprzeć się literacką viagrą. (Szach- mat, hejterzy.)

– Połknij.

– I co się stanie?

– Stanie.

(Kariera Nikosia Dyzmy się kłania.)

P.S. Ha! Poczucie humoru przymina nieco mózgową lewatywę. Łatwo przywyknąć. Jeszcze łatwiej przedawkować. Czarodziejską mocą także można się zachłysnąć.

Niedożywiony intelektualnie- Oscar Tramp.

10 przemyśleń nt. „Prankster z Bronxu, humor Boga i list z Hogwartu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *