Koszmar z 34 ulicy. Historia z życia wzięta.

 Jeśli ktoś zaczyna dzień od ćwiartki wódki, to z czasem myślenie dzieli mu się na cztery części.

alko

W poprzednim odcinku:

Osiedlowe CIA, frytkowa posługa i sekciarscy domokrążcy

Poniżej przedstawiam literackie kadry historii z życia wziętej. Przesiąkniętej pokłosiem niewłaściwie ustawionych priorytetów.

Nikt nie ważył się podnieść głosu. Szczególnie wtedy, gdy milczenie traciło status złota, przypominając- co najwyżej- wadliwą chińszczyznę po przecenie.

1.

Pani Joanna wzięła udział w kumulacji Toto lotka. Nie trafiła żadnej liczby. Albo inaczej… trafiła 6-tkę, ale w drodze po odbiór wygranej zapodziała kupon z losowania. I nagrodę szlag trafił. W ramach pocieszenia otrzymała męża z kręgosłupem gąsienicy i determinacją myszy polnej.

Życie przygniotło jej wybranka, a on w odpowiedzi nadstawił mu cztery litery.


2.

Test ojcostwa. Oblany.

Test małżeństwa. Oblany.

Test człowieczeństwa. Oblany. W wysokoprocentowym alkoholu z podejrzanego źródła.

3.

Jeśli ktoś zaczyna dzień od ćwiartki wódki, to z czasem myślenie dzieli mu się na cztery części. To logiczne. Szara strefa powoli ulega erozji. Jak ziemia, która już nie nadaje się pod uprawę.

4.

Wystarczył byle pretekst, by wyładować frustrację. Bliscy służyli zwyrodniałej moralności w kategoriach bokserskiej gruszki. Kanibalizował żonę, wprowadzając ją powoli w objęcia silnej depresji.

Dzieci padły ofiarą rykoszetu zadanych ciosów. Jest takie afrykańskie przysłowie, które mówi, że- gdy walczą dwa słonie- jedynym przegranym jest trawa na sawannie. Trawą w tym przypadku były dzieci.

5.

Pan Grzegorz zasłużył na bolesny zabieg przeczyszczenia jelit. Z wykorzystaniem wściekle wygłodniałego szczura. O kastracji nie było mowy. Męskości pozbył się sam. Podjętymi decyzjami.

0,7.

Pomysł, że mógłby obojętnie przedefilować obok mózgowej lewatywy zakrawa o groteskę. Stan trzeźwości był w jego wykonaniu niecodzienny. Jak precedens w polityce. który skłania polityków przeciwstawnych opcji do zgodnej zmowy milczenia.


Słowa pani Małgorzaty.

Proszę o modlitwę za mojego męża. Może przestanie mnie bić. Mamy dwoje dzieci.


6.

Kilka tygodni przed datą zero spotkałem ją przypadkiem. Zagaiłem wtedy rozmowę.

Odpowiedziała milczeniem. Przez moment półprzytomnie wpatrywała się w bliżej nieokreślony punkt. Wyglądała okropnie. Jakby ostatnie dwa lata spędziła w północnokoreańskim obozie pracy. Oczy miała bez wyrazu, a skórę cierpką i pozbawioną witalności. Była zaledwie tłem dawnej osoby.

7.

Później dowiedziałem się, że zmarła. W mroźny- styczniowy poranek. Osierociła troje dzieci.

Szok szybko minął.

Zastąpiła go rozpacz.

I strach, że przedwcześnie złożyła broń.

8.

Autopsja wykluczyła samobójstwo. Przyczyną śmierci okazał się zator tętnicy sercowo- płucnej. Werdykt lekarski przyniósł najbliższej rodzinie ulgę. Przynajmniej w pewnym sensie. Matka zmarłej wymogła na lekarzu potrzebę przeprowadzenia sekcji. Nie tyle dla siebie, co dla dzieci swojej córki. Żeby miały świadomość, że nie opuściła ich dobrowolnie. Żeby brak odpowiedzi nie położył się cieniem w ich dorosłym niebawem życiu.

9.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się kilka dni później. Wtedy p. Grzegorz po raz pierwszy ujrzał puste naczynie- ciało swojej żony, którą regularnie zdradzał z nałogiem. Zemdlał.

Później usłyszałem, że zobowiązał się do abstynencji.

9.

Cmentarz przywodził skojarzenie opuszczonej przez Boga osady z dalekiej Północy, gdzie żaden satelita nie sięga okiem Wielkiego Brata.

– Jak myślisz? Dokąd trafiła?

– Do nieba. W piekle już była.

10.

Nieokreślony czas później dowiedziałem się o śmierci p. Grzegorza. Nie dotrzymał słów przysięgi. Przez krótki moment- co prawda- walczył, ale nie sprostał własnym demonom, które pociągnęły go w objęcia fioletowego duszka.

Matka p. Joanny nie wyraziła zgody na wspólny pochówek. I w związku z tym oboje spoczywają w odrębnych mogiłach.


11.

Sanhedryn Sprawiedliwych. W skrócie SS.

Muł. Szlam. Gówno. I kwas. Cały arsenał trujących emocji toczył rodzinę równią pochyłą w dół. Jak wyjątkowo złośliwy nowotwór, który nie dał się zidentyfikować. Ciosy zadawał regularnie, a pokłosiem sińców pozostało milczenie. I brak reakcji z zewnątrz. Nikt nie ważył się podnieść głosu. Szczególnie wtedy, gdy milczenie traciło status złota, przypominając- co najwyżej- wadliwą chińszczyznę po przecenie.

12.

Ponad podziałami.

W obliczu dylematów warto rozmawiać, choćby przy jednym stole- niekoniecznie okrągłym- mieli zasiąść siostra Małgorzata Chmielewska i Adam Nergal Darski.

Niedożywiony intelektualnie- Oscar Tramp.

Podobne:

Byłem świadkiem śmierci

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *