Gdyby Prusowie znali się na biznesie, Wojciech nie zostałby świętym

Może zapoznamy się przy piwie… ?poganie 2

Został patronem Polski, chociaż narodowości był czeskiej. Święty Wojciech od dzieciństwa nie narzekał na biedę. Zawsze najedzony do syta, markowe tkaniny i sukna, zegarek słoneczny za kilka srebrnych groszy praskich (inflacja zrobiła swoje, windując ceny w górę, dzisiaj za kilka groszy nawet kosy w żebra nikt nie zechce wbić), sandały nie byle jakie, bo Nike. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko z górnej półki, napoje wyskokowe włącznie.

Nie przejmuj się, nie będę prowadził wykładu z historii średniowiecza, więc- choćby z brakiem kokainy… kofeiny- dobrniemy do końca bezproblemowo.

Bo w życiu liczą się kontakty

W każdym razie rodzina Adalberta wysłała go do zakonu, ew. sam się wysłał, prawdopodobnie z tego powodu, że mógł zmienić sobie imię. Karierę w stanie duchownym robił szybciej, niż trwa przygotowanie zupki błyskawicznej. Po dwóch zaledwie latach od przybicia pieczątki w szkole nosił już tiarę biskupią. Jak widać, nie tylko dzisiaj koneksje znaczą więcej, niż wykształcenie i doświadczenie.

poganie 1

Przejdźmy od razu do sedna, pomijając fakty z CV Wojciecha, alias Adalberta (mamo, nie nazywaj mnie tak przy znajomych). Traf chciał, że wylądował na dworze Bolesława Chrobrego i obaj panowie dobili targu. „Słuchaj, Bolek (zbieżność pseudonimów jest jak najbardziej przypadkowa) pojadę w Twoim imieniu do pogańskich Prusów i przekonam ich do przyjęcia chrześcijaństwa. Tobie dadzą koronę, a ja zadowolę się jakąś ciepłą posadką w Rzymie”.

Niedługo później przybył w miejsce docelowe (dz. Warmia i Mazury). I zamiast zrobić wywiad środowiskowy, uruchomić sieć kontaktów, przeprowadzić szeroko zakrojony marketing- poszedł grać w dwa ognie z poganami. Nie znał nawet ich języka. Porozumiewali się przez tłumacza.


Ich rozmowa mogła wyglądać mniej więcej tak:

– Cześć, chłopaki, chcecie może przyjąć chrześcijaństwo?
– Da się na tym zarobić?
Na twarzy Wojtasa pojawiła się konsternacja.
– Mieliście mnie torturować i zabić.
– Sorry, koleżko, ale w ten sposób to do Europy nie dojdziemy.
– Niech pomyślę, zostaną uruchomione szlaki handlowe, żaden inny kraj chrześcijański nie ośmieli się was zaatakować, zyskacie silnych partnerów gospodarczych. Wodzu, żyjecie sobie na mazurach, możecie utrzymywać się z turystyki!
– Jasne, i za chwilę wprowadzicie nam podatki. Nie, dzięki.

Chciałem tylko się wysikać…

Przyszłego świętego i pozostałych, którzy brali udział w misji odprawiono z kwitkiem, nie czyniąc im wielkiej krzywdy. I na tym by rzecz stanęła, gdyby nie to, że kilka dni później przyłapano biskupa w świętym gaju pogan w czasie odprawiania Mszy. Prawdopodobnie zbezcześcił także jakiś pomnik ich kultu. Patrząc na całokształt obiektywnie, doszło do jawnej prowokacji. To oczywiste, że nikt nie lubi pouczania i partyzanckiej metody naruszania przekonań i własności prywatnej. Prusom puściły nerwy, więc wzięli Wojtka w tryby czasownikowe. Gdyby jednak myśleli perspektywicznie w kontekście przyszłych zysków i dali się namówić do chrztu, Polska nie zyskałaby pierwszego męczennika obcej zresztą narodowości. Za granicą też da się zrobić karierę!

 

 

 

4 przemyślenia nt. „Gdyby Prusowie znali się na biznesie, Wojciech nie zostałby świętym

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *