American horror, czyli propaganda przeniesiona na ekrany i do ludzkich głów

Jeśli ktoś ma przesrane, nikt mu dupy nie pomoże podetrzeć.

panik1

Znam ludzi, przede wszystkim spadkobierców postkomuny, którzy- prawdziwie po bostońsku- są święcie przekonani o tym, że Ameryka to urzeczywistniona kraina mlekiem i miodem… wróć !… whisky i colą płynąca. Prognozy pogody nie zakładają przecież opadów atmosferycznych, a jeśli już pokropi, to zieleńcami. Każdy stylizowany Amerykanin jest najlepszym przyjacielem Benjamina Franklina i Ulyssesa Granta (odpowiednio- sto i pięćdziesiąt dolarów). To akurat fakt. Z pragmatycznym podejściem do życia Amerykanów nie ma co dyskutować. Wyznają oni zasadę, że interesuje mnie wyłącznie to, na czym da się zarobić. Słuszna dewiza, aczkolwiek nie ma w niej miejsca na sentymenty. Jeśli ktoś ma przesrane, nikt mu dupy nie pomoże podetrzeć.

Przyjmijmy drobne założenie, jeśli w tym tekście wypowiem jakąś przesiąkniętą ironią frazę, dodam- oczywiście, że po amerykańsku- bull shit.

Bull shit.

Ścianopodobni mentalnie osobnicy, o których wspomniałem na początku, przypominają w rozmowie grę w szachy z gołębiem. Argumenty przeciwnika nie mają znaczenia, bo gołąb, czując zbliżającą się porażkę, rozpierdoli pionki i dodatkowo postawi klocka na szachownicy. Ale gdzie jest haczyk ? Raczej hak cumowniczy Titanica w objęciach góry lodowej. Czysto hipotetycznie, gdyby w Polsce zorganizowano referendum za włączeniem kraju jako kolejnego stanu większość opowiedziałaby się za aneksją. To bardziej prawdopodobne, niż to, że bohater amerykańskiego kina akcji zarobi w misji kulkę. Fuck, wszyscy do niego strzelają, a on nigdy nie ginie. 

kinopoisk.ru

Bull shit.

Gdyby skazywano za niepoprawność polityczną, mój ostatni rozmówca uszedłby w czasach komuny za wzorowego obywatela. Podstarzały nastolatek nieco po pięćdziesiątce, który- nawiasem mówiąc, także wierzy w urojoną Amerykę- do czasu sprzed kilku miesięcy nieprzerwanie nie wiedział, że Sowieci zaatakowali nas we wrześniu 39’. W szkole inaczej ich uczono, tak się tłumaczył. Myślałem, że nie wyrobię ze śmiechu. Nic więc dziwnego, że stereotypowo trzyma się american dream. Jedyne, co do niego trafia to: Odyseja 2000 (już zamknięta), obraz Teksańczyka ubabranego ropą i liczącego dolary, biznesmena z Wall Street i Hollywood. Brakuje w tym zestawieniu ćpuna, krasnala i psa z kulawą łapą.

jurassic

Bull shit.

W pogoni za szczęściem, jak Will Smith, przeciętny Amerykanin (już nie mowa o imigrantach z Polski) wylądować może- co najwyżej- w paszczy tej zmutowanej hybrydy z Jurassic World lub zabłądzić i znaleźć się późnym wieczorem w samym sercu Bronx’ u. Już czarnuchy wiedzieliby co z nim zrobić.

USA oferowała możliwości. Racja. Ale… kilka dekad temu. Gdy rzesze nielegalnych imigrantów próbowało wkupić się do raju… nie uczynkami, ale pod podwójnym dnem ciężarówki. Jak nie drzwiami, to oknem. Całkiem logiczne. Dzisiaj ten domniemany Eden wyglądem przypomina bardziej odwyk. Nie ma pracy, nie ma fabryk, a jeśli jakieś są, to werbowani do nich są ludzie po znajomości. Standardowy Amerykanin, wspomniany przyjaciel prezydentów, to frustrat w średnim wieku uzależniony od taniej whisky i morfiny leczniczej lub innego ścierwa. Przedsiębiorcy wytransferowali czynniki produkcji do Azji, głównie do Chin, przede wszystkim ze względu na tanią siłę roboczą. Minimalizują koszty, płacąc Kitajcom stawki wołające o pomstę do nieba. Tymczasem w obrębie super mocarstwa wzrastające kolejki po zasiłek i do psychiatry.

Moje myśli przeniesione na papier, wedle założenia, można streścić w dwóch zaledwie słowach: BULL SHIT. 

Polecane:

O rodzajach kobiet, które spotykamy

6 przemyśleń nt. „American horror, czyli propaganda przeniesiona na ekrany i do ludzkich głów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *